fot.: Taryn Elliott/pexels.com
Wyobraź sobie, że klient czyta opis nieruchomości: „Obiekt kubaturowy o funkcji usługowo-mieszkalnej zrealizowany zostanie w technologii tradycyjnej, z wykorzystaniem układu nośnego opartego na żelbetowych słupach…”. Po trzecim zdaniu jego wzrok zaczyna błądzić po suficie, po piątym, myśli już o obiedzie. A przecież to, co napisałeś(-aś), ma dla niego ogromne znaczenie: to jego przyszły dom, inwestycja życia albo miejsce, w które zainwestuje miliony. Tylko że… on kompletnie nie wie, co próbujesz mu powiedzieć.
To nie jest rzadki scenariusz. Branża nieruchomości od lat tonie w fachowym żargonie, długich zdaniach i sformułowaniach, które przypominają bardziej fragment specyfikacji technicznej niż ludzką rozmowę. I o ile Twoi koledzy po fachu raczej zrozumieją, czym jest „strefa buforowa między pierzeją a linią rozgraniczającą”, o tyle dla większości klientów i potencjalnych mieszkańców to brzmi jak szyfr. A szyfr nie budzi zaufania.
Tymczasem obecnie decyzje zapadają coraz szybciej, a uwaga odbiorców trwa krócej niż mrugnięcie, jasność treści i prostota przekazu staje się walutą. Umiejętność mówienia prostym i zrozumiałym językiem, tzw. plain language, nie jest więc „miłym dodatkiem”, tylko przewagą. Sprawia, że ludzie szybciej Cię rozumieją, łatwiej podejmują decyzje i chętniej Ci ufają. A przecież właśnie o to chodzi, by nie tylko oferować piękne przestrzenie, ale też budować mosty między wizją a rzeczywistością.
Czym jest plain language i czym na pewno nie jest
Zacznijmy od rozprawienia się z największym mitem: pisanie prostym językiem nie oznacza „pisania prostackiego”. To nie zrzeczenie się profesjonalizmu ani obniżenie standardów komunikacji. Wręcz przeciwnie, to pokazanie, że potrafisz skomplikowane rzeczy wyjaśnić tak, by każdy mógł je zrozumieć. A to wcale nie jest łatwe.
Plain language to sztuka tłumaczenia wiedzy eksperckiej na język człowieka spoza branży. To tworzenie tekstów, które są:
- jasne, czyli bez zbędnych ozdobników, skrótów myślowych i wielopiętrowych zdań,
- zrozumiałe, tak, żeby odbiorca nie musiał googlować co drugiego słowa,
- celowe, bo każda fraza ma prowadzić do konkretnej decyzji, działania lub emocji.
To trochę jak projektowanie budynku: możesz stworzyć spektakularną konstrukcję z betonu i szkła, ale jeśli nikt nie będzie wiedział, którędy się do niej wchodzi, coś poszło nie tak. Tekst działa na tej samej zasadzie. Ma nie tylko „dobrze wyglądać”, ale też prowadzić odbiorcę za rękę od pierwszego do ostatniego zdania.
Zobacz to na przykładzie:
Źle: „Obiekt zostanie zrealizowany w technologii tradycyjnej, w konstrukcji żelbetowej, z uwzględnieniem warunków gruntowo-wodnych oraz wymogów miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego.”
Dobrze: „Budynek powstanie z betonu i stali, zgodnie z lokalnymi przepisami i warunkami gruntu.”
Druga wersja nie traci nic z merytoryki, ale zyskuje coś znacznie ważniejszego, czytelność.
Co ciekawe, w wielu krajach plain language jest już nie tylko dobrym zwyczajem, ale wręcz wymogiem prawnym w komunikacji urzędowej czy publicznej. Dlaczego? Bo zrozumiały język to mniejsza liczba błędów, mniej pytań, szybsze decyzje i większe zaufanie. To działa dokładnie tak samo w sprzedaży nieruchomości: jeśli klient rozumie Twoją koncepcję, to szybciej ją akceptuje i z mniejszym oporem przechodzi do działania.
Dlaczego plain language jest tak ważny właśnie w nieruchomościach
Sprzedaż nieruchomości, wbrew temu, co często się sądzi, to nie tylko zdjęcia, metraż i cena. To przede wszystkim komunikacja. A ta nie dzieje się w próżni — Twoje słowa trafiają do kupujących, inwestorów i sprzedających. Każdy z nich myśli inaczej, ma inne potrzeby i mówi swoim językiem. Weźmy za przykład typowe sytuacje:
- Klient prywatny chce kupić dom. Jego głowa jest pełna marzeń, a nie skrótów technicznych. Kiedy słyszy: „Inwestycja przewiduje zastosowanie systemu rekuperacji z odzyskiem ciepła”, nie wie, czy to oznacza „będzie mu ciepło”, czy „będzie musiał dokupić coś za 20 tysięcy”.
- Inwestor komercyjny czyta Twoją ofertę i próbuje zrozumieć, co właściwie proponujesz. Jeśli opis projektu przypomina esej z prawa budowlanego, zrezygnuje po trzecim akapicie, bo nie będzie miał czasu go rozszyfrowywać.
W każdym z tych przypadków stawką jest nie tylko zrozumienie tekstu, ale też decyzje, które z niego wynikają. Im prościej mówisz, tym szybciej odbiorca cię rozumie, ufa ci bardziej i rzadziej popełnia błędy.
W praktyce prosty język to nie „miły dodatek”, to narzędzie, które:
- skraca proces decyzyjny i przyspiesza transakcję,
- zmniejsza liczbę nieporozumień i korekt,
- ułatwia współpracę między interesariuszami,
- buduje wizerunek profesjonalisty, który potrafi mówić o złożonych sprawach w prosty sposób.
I tu warto zapamiętać jedną rzecz: im większa wiedza, tym większa odpowiedzialność za to, jak ją komunikujesz. Napisać skomplikowanie potrafi każdy. Ale wyjaśnić trudne rzeczy jasno, to dopiero świadczy o klasie specjalisty.
5 zasad pisania prostym i zrozumiałym językiem
No dobrze, teoria teorią, ale jak to zrobić w praktyce? Jak sprawić, żeby Twoje teksty nie tylko były poprawne, ale też działały? Poniżej znajdziesz pięć zasad, które naprawdę robią różnicę. I tak, możesz je zastosować dosłownie od jutra, niezależnie od tego, czy piszesz opis nieruchomości, konkretną ofertę czy tekst na stronę biura.
1. Myśl jak odbiorca, nie jak ekspert
To największy błąd ludzi z branży, piszą tak, jakby rozmawiali z kimś, kto skończył ten sam kierunek i czytał te same książki. Tymczasem po drugiej stronie rzadko stoi inżynier. Znacznie częściej jest to ktoś, kto po prostu chce wiedzieć co to oznacza dla niego.
Zamiast: „Projekt zakłada optymalizację bilansu cieplnego budynku.”
Spróbuj: „Budynek będzie zimą zatrzymywał ciepło, a latem nie będzie się przegrzewał.”
Proste? Tak. I właśnie o to chodzi, tłumacz, nie popisuj się.
2. Jedno zdanie = jedna myśl
Długie, wielokrotnie złożone zdania są jak labirynty. Gdzieś na końcu jest sens, ale większość odbiorców gubi się w połowie drogi. Dlatego:
- celuj w zdania do 20–25 słów,
- dziel tekst na krótkie akapity,
- nie bój się używać kropek zamiast przecinków.
Zamiast: „Zaprojektowany układ funkcjonalny mieszkania zapewnia optymalną komunikację między pomieszczeniami przy jednoczesnym zachowaniu czytelności przestrzeni i umożliwia komfortowe użytkowanie.”
Spróbuj: „Rozkład mieszkania jest czytelny i wygodny. Zapewnia swobodne poruszanie się i łatwą orientację w przestrzeni.”
3. Unikaj żargonu albo go wyjaśniaj
Niektóre słowa brzmią fachowo… tylko dla Ciebie. Dla odbiorcy to czarna magia. Jeśli musisz ich użyć, wyjaśnij je prostym językiem.
Zamiast: „Elewacja jest pokryta płytami HPL.”
Spróbuj: „Fasada budynku jest wykończona trwałymi płytami kompozytowymi (tzw. HPL), które są odporne na warunki atmosferyczne.”
Dodanie krótkiego wyjaśnienia nie ujmuje profesjonalizmu, przeciwnie, pokazuje, że wiesz, jak rozmawiać z różnymi grupami odbiorców.
4. Używaj strony czynnej
Strona bierna brzmi oficjalnie i „urzędowo”, ale jest też mniej klarowna. Strona czynna jest zawsze bardziej naturalna i zrozumiała.
Zamiast: „Decyzja zostanie podjęta po przeanalizowaniu dokumentacji.”
Napisz: „Podejmiemy decyzję po analizie dokumentów.”
Zamiast: „Budynek został zaprojektowany z myślą o użytkowniku.”
Napisz: Architekci projektowalibudynek z myślą o wygodzie użytkowników.”
Testuj swoje teksty
Najprostszy i najskuteczniejszy sposób: daj tekst do przeczytania komuś spoza branży. Jeśli rozumie wszystko bez dodatkowych pytań, jesteś na dobrej drodze. Jeśli nie, popraw.
Dodatkowy tip: czytaj swoje teksty na głos. Jeśli brzmią sztucznie, zbyt skomplikowanie albo „technicznie”, prawdopodobnie takie właśnie są.
Pro tip: Kiedy piszesz, wyobraź sobie, że tłumaczysz ofertę znajomemu przy kawie. Nie mówisz wtedy „inwestycja”, tylko „budowa”. Nie mówisz „kubatura”, tylko „wielkość budynku”. Jeśli tak byś to powiedział w rozmowie, tak też powinno to brzmieć w tekście.
Jak to wygląda w praktyce? Przykłady „przed” i „po”
Mówić o prostym języku to jedno. Ale zobaczyć jego siłę w akcji – to coś zupełnie innego. Poniżej kilka przykładów, jak ta sama treść może brzmieć technicznie, nieczytelnie i odpychająco… albo jasno, konkretnie i zrozumiale.

Te przykłady pokazują jedną ważną prawdę: prostota nie zmienia treści, zmienia odbiór. Ogłoszenie brzmi przyjaźniej, bardziej ludzko i bliżej codzienności. A w komunikacji to właśnie ten czynnik często decyduje o tym, czy ktoś Ci zaufa, czy zignoruje Twoje słowa.
Plain language nie oznacza, że zawsze musisz rezygnować z terminów technicznych. Czasem są one potrzebne, ale wtedy podaj je razem z prostym wyjaśnieniem. Dzięki temu zachowujesz profesjonalizm, a jednocześnie nie tracisz czytelności.
Narzędzia i triki, które pomogą ci pisać prościej
Pisanie prostym językiem to nie tylko kwestia talentu do słów, to również proces, który można usprawnić. Odpowiednie narzędzia i kilka dobrych nawyków potrafią skrócić drogę ze „skomplikowanej oferty” do „klarownej komunikacji” o połowę.
Oto zestaw sprawdzonych sposobów i narzędzi, które warto wdrożyć:
1. Narzędzia do sprawdzania zrozumiałości tekstu
- Hemingway App, proste narzędzie, które pokazuje, które zdania są zbyt długie, skomplikowane lub pasywne. Idealne do „odszumienia” komunikatów.
- Jasnopis.pl, polskie narzędzie, które ocenia poziom trudności tekstu i podpowiada, jak go uprościć. Świetne do testowania opisów nieruchomości czy raportów.
- LanguageTool/Grammarly, oprócz poprawności językowej wskażą też niepotrzebne wtrącenia i zbyt złożone konstrukcje.
Jeśli Twoje zdanie ma zbyt wysoki poziom trudności, to znak, że trzeba je przepisać.
2. Zasada „czytam na głos”
Prosty, a genialny trik: zanim wyślesz tekst klientowi czy opublikujesz go na stronie, przeczytaj go na głos.
- Jeśli brzmi nienaturalnie, popraw.
- Jeśli gubisz się w połowie zdania, skróć.
- Jeśli sam nie wiesz, co właśnie powiedziałeś(-aś), zacznij od nowa.
To banalne, ale działa. Bo język mówiony z natury jest prostszy i bardziej zrozumiały niż pisany.
3. Zasada „mniej znaczy więcej”
Większość tekstów można skrócić o 20–40% bez utraty sensu. Wystarczy:
- wyrzucić puste frazy („w zakresie realizacji niniejszego zadania…”),
- zamienić długie wyrażenia na krótsze („z uwagi na fakt, że” → „ponieważ”),
- zrezygnować z powtórzeń.
Jeśli tekst po skróceniu brzmi lepiej, był zbyt długi.
4. Test „babciny”
Jeden z moich ulubionych sposobów. Zadaj sobie pytanie: czy moja babcia zrozumiałaby to zdanie? Nie chodzi oczywiście o to, by pisać jak w bajce dla dzieci, tylko o to, by każdy, niezależnie od wykształcenia, był w stanie zrozumieć sens tekstu. Jeśli odpowiedź brzmi „nie”, popraw.
5. Myśl jak storyteller
Plain language nie oznacza, że komunikacja musi być sucha i pozbawiona emocji. Wręcz przeciwnie, proste słowa świetnie niosą opowieści. A nic nie działa na odbiorców tak dobrze, jak kontekst i narracja. Zamiast opisywać ofertę jak dokumentację techniczną, opowiedz krótką historię: „Budynek po latach może stać się punktem orientacyjnym dzielnicy, miejscem, które ludzie wskazują palcem, mówiąc: ‘tam się spotkajmy’.”
Te proste nawyki sprawiają, że z czasem plain language staje się naturalnym stylem pisania. A to oznacza, że zamiast godzinami poprawiać teksty, od razu tworzysz treści, które działają.
Prostota to profesjonalizm
Wszystko zaczyna się od idei, ale kończy się na komunikacji. Możesz mieć genialną koncepcję, świetną nieruchomość na sprzedaż albo idealnie dopasowane rozwiązanie, jeśli nie potrafisz tego jasno wytłumaczyć, cały wysiłek może pójść na marne. Bo ludzie nie kupują tego, czego nie rozumieją. Nie angażują się w to, co brzmi obco. Nie ufają temu, co wydaje się zbyt skomplikowane.
I właśnie tu plain language staje się twoim sprzymierzeńcem. To nie jest moda z Zachodu ani marketingowy slogan. To sposób, by Twoja wiedza miała realny wpływ. By klienci szybciej podejmowali decyzje. By lepiej rozumieli wartość Twojej pracy. By nie zadawali dziesięciu dodatkowych pytań. I by widzieli w Tobie nie „pośrednika zza biurka”, tylko partnera, który mówi ich językiem.
Nie chodzi o to, żeby pisać „prosto, bo tak trzeba”. Chodzi o to, żeby pisać tak, by każdy mógł poczuć się częścią procesu. To właśnie jest profesjonalizm w XXI wieku, nie dystans i hermetyczny język, ale empatia, dostępność i jasność.
Spróbuj więc prostego ćwiczenia: weź dowolny fragment swojego opisu nieruchomości i przeczytaj go osobie spoza biura. Jeśli zrozumie go bez dodatkowych pytań, świetnie. Jeśli nie, popraw go. To mały krok, który może diametralnie zmienić sposób, w jaki ludzie postrzegają Ciebie i Twoją pracę.
Magazyn ESTATE
Skupiamy uwagę na nieruchomościach
Bezpłatny e-magazyn w 100% dla pośredników
Wiedza i inspiracje do wykorzystania od ręki dostarczane przez doświadczonych uczestników rynku nieruchomości z zakresu marketingu nieruchomości, sprzedaży i negocjacji, prawa i finansów oraz rozwoju osobistego.





