Paraliż analityczny. Przestań myśleć, zacznij robić

Paweł Korzenecki

fot.: fot. Pixabay.com

Zjawisko znane w psychologii także jako overthinking. Jak każda tego typu przypadłość, ma swoje wersje ostre i łagodne. W zasadzie dotyka większość populacji. Przynajmniej tę myślącą.

Czym de facto jest paraliż decyzyjny? Niemożnością podjęcia decyzji, która została nazwana pseudonaukowym żargonem, aby przeintelektualizowanej grupie „impotentów decyzyjnych” chociaż trochę poprawić nastrój, popsuty konsekwencjami niepodejmowania decyzji. Ostro, wiem. Ale taka jest moja nienaukowa definicja, uważam, że dość trafna.

Kim jest „impotent decyzyjny”?

To najczęściej intelektualista. Osoba, która zdobyła dużą wiedzę, posiada lub ma dostęp do dużej ilości danych. A jednocześnie – koniecznie! – osoba, która chce, aby kierunek, w którym zadecyduje kroczyć, był tym najwłaściwszym. Często określana też mianem perfekcjonisty.

Kogo natomiast problem nie dotyka? Działaczy! Ludzi, którzy nie boją się zaryzykować, nawet w sytuacji niepewności. Świadomych lub nieświadomych wyznawców sentencji króla Juliana, który zwykł mawiać: „A teraz prędko, zanim dotrze do nas, że to bez sensu”.

Poszukiwanie najlepszego możliwego rozwiązania wpędza w niemoc decyzyjną.

W jakich sytuacjach nas dopada?

Niemoc dopada nas, gdy najzwyczajniej w świecie musimy podjąć decyzję. Czasem przy ważnych, życiowych wyborach, a czasem w pozornie błahych sytuacjach.

Oczywiście mógłbym tu napisać, że niepodjęcie decyzji w jakiejś sprawie jest również decyzją. Że konsekwencje odkładania decyzji mogą mieć poważniejsze skutki niż jakakolwiek decyzja. Zakładam jednak, że osoby myślące – a takie najczęściej popadają w paraliż analityczny – zdają sobie z tych faktów sprawę. Często są to czynniki, które ten paraliż wzmacniają.

Co zatem począć i jak sobie z nim poradzić?

Ta impotencja decyzyjna – jak ją nazwałem w pierwszym akapicie – dopadała mnie niegdyś często. Dziś może trochę rzadziej, jednak wydaje mi się, że trudno się od niej uwolnić całkowicie. Pierwszym krokiem jest… uzmysłowienie sobie, że to właśnie ona nas dopada! Tylko wówczas możemy dopiero zacząć szukać rozwiązań.

A czy istnieją sprawdzone metody na radzenie sobie z paraliżem decyzyjnym? Spotkałem się z różnymi podpowiedziami, które miały ambicję, aby mój problem rozwiązać. Były wśród nich takie, jak:

  • Skok na głęboką wodę – po prostu podejmij decyzję, zrób krok i zobaczymy, co się wydarzy. Ta metoda mi jednak nie odpowiadała, bo bardziej kojarzy mi się z wrzucaniem petardy do zapełnionej latryny niż z radzeniem sobie z trudnościami przy podejmowaniu decyzji.
  • Zbierz tyle danych, ile się da, w z góry określonym czasie, a następnie na ich podstawie podejmij działanie. Nie rozwiązywało to jednak źródłowego problemu, jakim jest ograniczona ilość danych. Taka sytuacji często może stać w sprzeczności z tym, co podpowiada w danej sytuacji „brzuch”, czyli intuicja, przeczucie.
  • Podejmij jakąś decyzję i zaadaptuj ją jako tę słuszną i jedyną. Uwierz w nią, a następnie realizuj tak, jakbyś wybrał ją w wyniku długiego i dokładnego procesu zbierania danych. Sprawy mogą obrać bieg zgodny z Twoimi intencjami i decyzja rzeczywiście może się okazać słuszna. Może się to jednak nie udać, jeśli wiara w słuszność tej decyzji zostanie podważona lub będzie niewystarczająco mocna.

Starając się wybrać metodę radzenia sobie z paraliżem analitycznym, ponownie stajemy się jego ofiarą ze względu na mnogość opcji, z których każda ma swoje silne i słabe strony.

Z tego impasu może uwolnić nas zmiana podejścia, która sprawi, że paraliż analityczny łapiący nas przy ważnych decyzjach będzie tylko nieszkodliwym wspomnieniem. Chciałbym bowiem zaprezentować Wam – moim zdaniem najbardziej skuteczne – narzędzie myślowe, które pomaga podejmować decyzje w oderwaniu (częściowym) od emocji, pochopności, „brzuchowego” przeczucia i paraliżu nadmiaru (lub niedoboru) danych. Narzędzie, które przede wszystkim może być pomocne przy dużych i ważnych decyzjach. W przypadku tych mniejszych, czasem
spontanicznie można użyć wspomnianych powyżej prostszych metod, jeśli ich konsekwencje mają mikroskopijną doniosłość lub nie mają jej w ogóle.

To narzędzie, które poznałem dzięki M.J. DeMarco w książce Fastline milionera, to Średnia Ważona Macierzy Decyzji (org. Weighted Average Decision Matrix – WADM). Pozwala ono na przeanalizowanie i uporządkowanie czynników, które faktycznie wpływają na ostateczną decyzję. A czy podejmiemy ją zgodnie z podpowiedzią płynącą z wyniku, zależy już tylko od nas.

Jak się do tego zabrać?

Jako przykład, na warsztat weźmy rozterki mojego znajomego, który zastanawiał się nad zainwestowaniem w marketing. Ten obszar działania jego firmy był dotychczas kompletnie zaniedbany. W związku z tym, jakakolwiek aktywność w tym zakresie miała szansę przynieść pozytywne rezultaty jego biznesowi.

Zastanawiał się, czy zatrudnić na etat marketingowca – człowieka orkiestrę, czy zdecydować się na współpracę z zewnętrzną firmą (lub firmami) świadczącą takie usługi.

Zaczynamy z WADM

Potrzebny będzie długopis i kartka papieru, na której rysujemy tabelę składającą się z trzech kolumn. W pierwszej kolumnie umieścimy czynniki, które będą dla nas ważne przy podejmowaniu decyzji. W pozostałych dwóch wpisujemy opcje, nad którymi się zastanawiamy. Jeśli opcji jest więcej – rysujemy więcej kolumn.

Wygląda to tak:

Następnie wypisujemy kluczowe dla naszej decyzji czynniki. Skupiamy się na tych najważniejszych, które powodowały, że wewnętrznie raz opowiadaliśmy się za jedną, raz za drugą opcją. W analizowanym przypadku ważne mogą być np. takie kwestie, jak: szeroki zakres dostępnych usług, szybkość reakcji, rozumienie biznesu, cena, terminowość, dostępność na tu i teraz.

Teraz tabela decyzyjna będzie wyglądała tak:

Następnie każdemu z czynników nadajemy wagę, czyli wyrażone w liczbie znaczenie. Posługujemy się skalą od 1 do 10, gdzie 10 oznacza dla nas ekstremalną ważność (liczby mogą się powtarzać). Po określeniu wagi konkretnych czynników nasza tabela wygląda tak:

Kolejną czynnością jest ocena (oczywiście subiektywna) wartości tego czynnika przy każdej z opcji. Co jest dla nas ważne? Szeroki zakres dostępnych usług w przypadku inhousowego marketingowca (3) pewnie będzie wyglądał skromniej niż w przypadku zewnętrznej firmy (8). Atrakcyjność cenowa może też wypaść niekorzystnie dla wewnętrznego wykonawcy. Jednocześnie będzie on bardziej dostępny i bardziej będzie rozumiał firmę, jej kulturę i produkty niż zewnętrzna agencja. Przy nieprzeciążającym systemie pracy szybkość reakcji i terminowość mogą być porównywalne. Jeśli jednak liczba zadań drastycznie wzrośnie, może się okazać, że wewnętrzny pracownik nie da rady i trzeba będzie zatrudnić kolejnego. Zakładam (możliwe, że niesłusznie), że dyspozycyjność firmy zewnętrznej jest bardziej elastyczna i może ona dać sobie radę z wyzwaniami o większej skali.

Po naniesieniu tych wartości nasze zestawienie będzie
wyglądało tak:

Następnie mnożymy wagi i wartości oceny przypisane czynnikom i dla każdej kolumny, a potem sumujemy tak, jak to przedstawiłem w tabeli:

Otrzymujemy liczbowy wynik do jednoznacznej interpretacji. Z tego krótkiego eksperymentu myślowego wynika zatem, że znajomy powinien skłaniać się ku zaangażowaniu zewnętrznej agencji marketingowej, która pomoże mu rozwinąć biznes w świecie cyfrowym.

Matematyka jest wszystkim.

Przydatność rozwiązania

Ze względu na konieczność dużego zaangażowania czasowego tego typu analiza ma sens przy większych i ważniejszych decyzjach. Zachęcam do stosowania tego sposobu również przy trudnych decyzjach w zespołach projektowych. Można również skorzystać z gotowego narzędzia decyzyjnego dostarczanego przez samego M.J. DeMarco na jego stronie HelpMyDecision.com.

Paraliż analityczny sprawia, że utykamy w procesie decyzyjnym. Tym, którym zdarza się grzęznąć w analizie, przedstawiony sposób – mam nadzieję – pomoże ruszyć do przodu z działaniami. Może to stanowić pierwszy krok do wyrobienia w sobie nawyku wychodzenia z impotencji decyzyjnej.

 

 

Dodaj komentarz

Komentarze:

Paweł Korzenecki

Współwłaściciel spółek z grupy Profit Plus, odpowiedzialny w grupie za promocję i komunikację marki. Koordynuje procesy w dziale sprzedażowym. Wraz z zespołem buduje platformę szkoleniową z kursami biznesowymi ProfitClass. Wspiera początkujących przedsiębiorców w procesie budowy i rozwoju ich biznesów. Nałogowy networker i pochłaniacz literatury biznesowo-rozwojowej.

Magazyn ESTATE

Skupiamy uwagę na nieruchomościach

Bezpłatny e-magazyn w 100% dla pośredników

Wiedza i inspiracje do wykorzystania od ręki dostarczane przez doświadczonych uczestników rynku nieruchomości z zakresu marketingu nieruchomości, sprzedaży i negocjacji, prawa i finansów oraz rozwoju osobistego.

Pobierz za darmo najnowszy numer

Dowiedz się więcej o magazynie ESTATE

Zobacz także

Dołącz do dyskusji na grupie
Nieruchomosci-online.pl
na Facebooku

Korzystaj z porad dotyczących marketingu nieruchomości.
Bądź na bieżąco!

Używamy i uzyskujemy dostęp do cookies i podobnych technologii w celach statystycznych i realizacji usług. Możesz określić w przeglądarce warunki przechowywania i dostępu do cookies. Więcej...

Zamknij