Finanse w czasie pandemii. Dlaczego banki ograniczyły przyznawanie kredytów?

Stop

Krzysztof Iwan

fot.: Bethany Legg/unsplash.com

W marcu, oprócz rozkwitu wiosennych barw i sił witalnych związanych z zakończeniem zimy, świat uraczył nas pandemią koronawirusa. Wraz z problemami społeczno-zdrowotnymi COVID-19 wprowadził potężne zmiany także w gospodarce całego świata. Choć Polska jest tylko małym trybikiem w globalnej machinie, to w równym stopniu odczuła te zmiany.

 

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jak zareagowały banki na sytuację związaną z pandemią koronawirusa?

  • Jakie czynniki mają wpływ na ustalenie zdolności kredytowej?

  • Jakie źródła dochodu kredytobiorcy są pożądane przez banki w czasie kryzysu?

  • Jakie branże uznawane są za najbardziej ryzykowne?

  • Jakiego wkładu własnego oczekują banki w czasie kryzysu?

 

Relatywnie najszybciej na zmieniającą się sytuację zareagowały banki. Z jednej strony rozumiejąc ciężką sytuację, w jakiej mogą znaleźć się ich klienci, wprowadziły wakacje kredytowe, czyli częściowe zawieszenie rat spłacanych kredytów. Z drugiej jednak strony wprowadziły znaczne ograniczenia związane z udzielaniem nowych kredytów. I właśnie na tych ograniczeniach się teraz skupimy.

Kluczowa zdolność kredytowa

W procesie przyznawania kredytu najistotniejszym czynnikiem jest zdolność kredytowa. Bank ocenia poziom dochodów, ale – co ważniejsze – także ich stabilność. Właśnie ta stabilność stała się obecnie punktem zapalnym powodującym, że duża część kredytobiorców słyszy od banków: „Nie” w odpowiedzi na zapytania kredytowe.

 

Ocena dochodu jest dwuskładnikowa. W grę wchodzi zarówno rodzaj źródła dochodu, jak i branża, w jakiej dochód jest uzyskiwany.

 

  • Źródło dochodu

Zatrudnienie w oparciu o umowę o pracę od zawsze było tym, które wybudzało największe zaufanie i – w oczach analityków – niosło najmniejsze ryzyko. Jeśli dodać do tego umowę na czas nieokreślony, to rysuje się idealny kredytobiorca. Na drugim biegunie pozostawały osoby prowadzące działalność gospodarczą i zatrudnione w oparciu o tak zwane umowy śmieciowe (głównie umowy zlecenia).

  • Branża, w jakiej dochód jest uzyskiwany

Nie mniejsze znaczenie ma branża zatrudnienia. Policjant, nauczyciel czy lekarz, jako pracownicy sfery budżetowej, postrzegani są przez banki jako najmniej ryzykowni kredytobiorcy. Prywatny przedsiębiorca z rynku gastronomiczno-turystycznego czy tak zwany wolny strzelec z branży artystycznej to często ludzie bardzo przedsiębiorczy, osiągający wyższe od średnich dochody. W oczach banku stabilność ich uzyskiwania pozostawiała jednak wiele do życzenia. dochody są duże, ale nieregularne i narażone na występowanie wielu czynników społeczno-gospodarczych.

Jakie szanse na kredyt?

Tak było od zawsze. Zatrzymanie gospodarki związane z koronawirusem tylko pogorszyło sytuację. Praktycznie wszystkie branże spowolniły i jest przecież wiele takich, które całkowicie stanęły (jak choćby: turystyka, gastronomia, pielęgnacja urody). Stabilność dochodów została zachwiana więc nawet u tych klientów, którzy zatrudnieni są w oparciu o najbardziej lubiane przez banki umowy o pracę. Z dnia na dzień kredytobiorcy, którzy pracują w branżach przeżywających największe trudności, stracili w oczach banku tę stabilność. Dokładniej mówiąc – stracili nadzieję na stabilność. Z punktu widzenia pracodawcy z pracownikiem etatowym nie tak łatwo się rozstać. Większość firm ma nadzieję na poprawę swojej sytuacji, a co za tym idzie – na utrzymanie zatrudnienia. Zdarzyć się jednak może wiele. I nawet tęgie analityczne głowy nie są w stanie tego przewidzieć. Banki muszą to wszystko brać pod uwagę, oceniając ryzyko przy udzielaniu kredytów. Dlatego, w przypadku takich klientów, o ile dochód zostanie zaakceptowany, to zdolność kredytowa liczona jest już na innych niż dotychczas zasadach. To spowodowało oferowanie mniejszych kwot kredytów, na które nie każdy klient się zdecyduje.

W dużo gorszej, by nie powiedzieć, że chwilowo w beznadziejnej sytuacji, znaleźli się wszyscy ci, którzy osiągają dochody z innych, wyżej wymienianych źródeł. Pracujący w oparciu o umowy zlecenia czy tzw. samozatrudnieni swoje źródło dochodu mogą stracić z dnia na dzień. Przedsiębiorcy prowadzący swoje mniejsze lub większe firmy borykają się z problemem braku przychodów przy często niezmiennych kosztach. To powoduje, że banki negatywnie oceniają możliwość spłaty przez nie zobowiązania, o które wnioskują. Część banków wykluczyła wręcz takie dochody z palety tych, które akceptuje.

Wymagany podwyższony wkład własny

Pozostał jeszcze jeden powód ograniczenia kredytowania dotyczący kredytów hipotecznych, czyli tych związanych z nieruchomościami. To ceny nieruchomości, a raczej przewidywania ich spadku. Banki ostrożnie podchodzą do poziomu wycen nieruchomości. Często oceniają je o wiele niżej niż tak zwany rynek. Przewidując spadek cen na skutek zawirowań gospodarczych, banki ograniczyły poziom maksymalnego finansowania w odniesieniu do całości inwestycji. O ile kilka miesięcy temu bez większych problemów można było uzyskać kredyt z 10% wkładem własnym, to obecnie jest to osiągalne dla naprawdę nielicznych. Wprowadzenie wymagań posiadania 20, a nieraz nawet 30% wkładu własnego także w skuteczny sposób blokuje przyznawalność kredytów.

 

Pozostaje mieć nadzieję, że zarówno polska, jak i światowa gospodarka nie pozostaną zbyt długo w obecnym letargu i niebawem wszystko zacznie wracać do normy.

Daleki jestem od usprawiedliwiania zachowań banków, ale dla wszystkich bardzo sceptycznie nastawionych do podejścia banków – jedna mała konkluzja na koniec. Banki jak każde inne firmy zostały powołane przez swoich właścicieli do zarabiania pieniędzy. Źródłem zarobku banków jest pożyczanie pieniędzy. Obecna sytuacja jest im zatem mocno nie w smak. Ograniczenia, które stosują, wynikają z oceny ryzyka, a nie z niechęci do udzielania kredytów. Nie sztuką jest pożyczyć, w ich rozumieniu chodzi o to, by nie stracić.

 

***

 

Dodaj komentarz

Komentarze:

Krzysztof Iwan

Krzysztof Iwan - Ekspert w zakresie kredytów hipotecznych z 15-letnim stażem w finansach. Prelegent na kongresach, aktywnie współpracujący z inwestorami. Zawiłości kredytowe oraz rynku nieruchomości nie mają przed nim tajemnic. Dzięki temu jest doceniany przez klientów. *** ANG Spółdzielnia powstała po to, by służyć ludziom. Pomagać im zrozumieć zawiłości zawarte w umowach z instytucjami finansowymi, pomagać dobrać usługi, których klienci naprawdę potrzebują i na które ich stać. W tym trudnym czasie kontynuuje swoją misję przez dzielenie się wiedzą dotyczącą świata finansów w czasie epidemii.

Zobacz także

Zamknij

Używamy i uzyskujemy dostęp do cookies i podobnych technologii w celach statystycznych i realizacji usług. Możesz określić w przeglądarce warunki przechowywania i dostępu do cookies. Więcej...

Zamknij