Zamiast pakowania walizek na urlop – skuwanie starych płytek i malowanie ścian. W II kwartale 2026 roku, gdy aż 84% z nas uważa ceny nieruchomości za horrendalne, wizja zakupu tańszego mieszkania do remontu jawi się jako genialny plan oszczędnościowy. Sprawdzamy, jak wygląda on w zestawieniu z zakupem droższego mieszkania do wprowadzenia się od zaraz.
Chcemy oszczędzać, ale się boimy
Z najnowszego raportu To my. Polacy o nieruchomościach za II kwartał 2026 roku przygotowanego przez portal Nieruchomosci-online.pl wyłania się jasny obraz – remont to dla nas przede wszystkim ogromne źródło stresu – przyznaje to aż 57% Polaków. Co ciekawe, im jesteśmy starsi, tym gorzej znosimy ten proces. W grupie młodych dorosłych (25–34 lata) stres deklaruje 67% badanych , a u osób powyżej 55. roku życia ten wskaźnik szybuje do poziomu aż 76%!
Z powodu lęku przed niesłownymi ekipami lub rosnącymi kosztami robocizny, masowo uciekamy w rozwiązania typu „zrób to sam” – 30% Polaków robi remont w całości samodzielnie, a 25% działa z pomocą rodziny lub znajomych. Tylko 24% z nas decyduje się w całości powierzyć prace fachowcom. Lęk przed kosztami widać też w deklarowanych budżetach. Równe 50% Polaków deklaruje, że na swój ostatni remont wydało nie więcej niż 15 000 zł (z czego 23% zmieściło się w kwocie do 5000 zł , 16% w granicach 5–10 tys. zł , a 11% wydało między 10 a 15 tys. zł ).
Wszyscy wiemy, że 15 000 zł w 2026 roku wystarczy na odświeżenie ścian, zmianę paneli czy nowe dekoracje, ale na pewno nie na kapitalny remont „od zera”. Tymczasem to właśnie kuchnia (33%) i łazienka (29%) są najczęściej remontowanymi przez nas pomieszczeniami. Jak zatem pogodzić te budżety z realiami rynkowymi?
Matematyka na rynku wtórnym
Aby dowiedzieć się, czy wejście w kapitalny remont ma sens ekonomiczny, musimy zestawić ze sobą dwie dane: różnicę w cenie zakupu nieruchomości oraz realne koszty doprowadzenia lokalu do porządku. Na rynku wtórnym w II kwartale 2026 roku różnica między mieszkaniem w standardzie do zamieszkania a lokalem „do remontu” jest bardzo wyraźna. W największych aglomeracjach (takich jak Warszawa, Kraków czy Wrocław) za metr kwadratowy lokalu wymagającego generalnego odnowienia zapłacimy średnio o 1500 do 3000 zł mniej niż za wersję w pełni wykończoną.
Zróbmy symulację dla mieszkania o popularnym metrażu 50 mkw. w dużym mieście, przyjmując średnią różnicę na poziomie 2000 zł za mkw.
50 × 2000 zł = 100 000 zł
Kupując tańszy, zniszczony lokal, teoretycznie zostaje nam w kieszeni ok. 100 000 zł. To pokaźna kwota, która dla wielu osób brzmi jak gotowy budżet na rewolucję wnętrzarską. Diabeł tkwi jednak w szczegółach – wystarczy zderzyć tę kwotę z kosztami, z jakimi wiąże się poważny remont.
Połowa Polaków stara się zamknąć remont w kwocie do 15 000 zł. Tymczasem za 15 000 zł można położyć tanie panele, pomalować ściany i wymienić lampy. Nie ma mowy o skuwaniu starych płytek czy wymianie armatury.
Realne koszty kapitalnego remontu mieszkania o powierzchni 50 mkw. będą znacznie wyższe. Przyjmując, że mieszkanie wymaga „prucia” do gołego betonu, koszty samych materiałów budowlanych, instalacyjnych oraz podstawowego wyposażenia najdroższych pomieszczeń – czyli kuchni i łazienki – bez trudu pochłoną od 1000 do 1500 zł za metr kwadratowy. Oznacza to wydatek rzędu 50 000 – 75 000 zł wyłącznie na materiały.
Jeśli należysz do 24% osób, które zamierzają w całości zlecić prace fachowcom, do kosztów materiałów musisz doliczyć drugie tyle za robociznę. W tym momencie koszt całkowity remontu przekroczy 100 000 zł, a Twoja początkowa „oszczędność” przy zakupie stopnieje do zera lub zamieni się w dopłatę. Jeśli jednak wybierzesz drogę większości (55% z nas robi remont samodzielnie lub z pomocą bliskich), zaoszczędzisz na robociźnie, ale zapłacisz za to miesiącami urlopu, ciężką pracą fizyczną i potężnym stresem.
Matematycznie więc zakup mieszkania do remontu wychodzi „na zero” lub przynosi niewielki zysk (rzędu 10 000 – 20 000 zł) tylko wtedy, gdy dużą część prac wykonasz sam lub masz dostęp do sprawdzonych, niedrogich materiałów. Jeśli musisz wynająć firmę od A do Z, finansowa przewaga lokalu do remontu nad „gotowcem” w 2026 roku praktycznie znika.
Zanim kupisz nieruchomość „do remontu” – 3 rzeczy do sprawdzenia
Jeśli mimo wszystko kusi Cię niższa cena startowa, przed podpisaniem umowy u notariusza bezwzględnie zweryfikuj te trzy elementy:
- Stan instalacji (elektrycznej i wodno-kanalizacyjnej)
Wymiana starych rur i aluminiowych przewodów w ścianach to ukryty koszt, który potrafi zrujnować budżet zanim w ogóle pomyślisz o kładzeniu kafelków czy wstawianiu mebli. - Koszty i dostępność materiałów
Ceny chemii budowlanej i wyposażenia nie stoją w miejscu. Zrób dokładny kosztorys materiałowy (podłogi, drzwi, ceramika) i dodaj do niego przynajmniej 20% marginesu na nieprzewidziane wydatki. - Czas i zdrowie
Pamiętaj o statystyce – ponad połowa z nas przeżywa przy tym ogromny stres. Jeśli nie masz wolnych popołudni na samodzielne nadzorowanie prac (lub fizyczną pracę na budowie), koszty wynajęcia profesjonalnego koordynatora bardzo zmniejszą opłacalność całego przedsięwzięcia.
Co wybrać?
Dobra wiadomość na koniec jest taka, że aż 71% Polaków słusznie zauważa, że remont zwiększa ostateczną wartość nieruchomości. Zakup mieszkania do odświeżenia to świetny sposób na urządzenie wnętrza dokładnie pod swoje dyktando i realne zabezpieczenie kapitału na przyszłość. Jeśli jednak cenisz sobie święty spokój, nie masz drygu do majsterkowania, a różnica w cenie między lokalem zniszczonym a zadbanym w Twoim mieście jest mniejsza niż koszt potencjalnych materiałów i robocizny – dopłacenie do standardu „do wejścia” może okazać się najlepszą, najbardziej opłacalną inwestycją.
Porównanie opcji mieszkaniowych
OPCJA A: Mieszkanie do remontu
- Niższa cena zakupu (-100 tys. zł)
- Ryzyko niedoszacowania kosztów (+20%)
- Stres, nadzór, brak czasu wolnego
- Czas do przeprowadzki – 3-6 miesięcy
OPCJA B: Mieszkanie „gotowe”
- Wyższa cena startowa
- Koszt wykończenia w cenie kredytu
- Klucze do ręki, natychmiastowy najem
- Czas do przeprowadzki – natychmiast




