Nieruchomosci-online.pl - Tu zaczyna się dom tu zaczyna się dom

Relacje silniejsze niż algorytmy. Rozmowa z Joanną Ceplin

Zdjęcie z artykułu

Artykuł pochodzi z magazynu ESTATE

Czytaj cały numer!

            Pobierz numer 01/2026
Dominika Studniak

fot.: Lidia Skuza

Dziś klient, zanim do Ciebie zadzwoni, przez tygodnie towarzyszy Ci w sieci, sprawdzając, czy potrafisz rozwiać jego obawy, czy jedynie serwujesz bezpieczne ogólniki o profesjonalizmie i pasji.

O tym, dlaczego perfekcyjna komunikacja paradoksalnie zabija zaufanie i nie pracuje na relację, a także jak stać się dla klienta przewodnikiem przez decyzyjny chaos, rozmawiam z Joanną Ceplin, strateżką komunikacji i reputacji, specjalizującą się w obszarach biznesu online, komunikacji, social mediów i strategii marki, doradzającą liderom, ekspertom i właścicielom firm, jak skuteczne komunikować się w świecie presji, nadmiaru informacji i rosnącej roli technologii.

Pracujesz z markami osobistymi i przedsiębiorcami. Gdzie – Twoim zdaniem – tracą one dziś najbardziej potencjał w relacjach z klientami?

Oczywiście, widzę to i czuję w codziennej pracy z markami osobistymi i przedsiębiorcami.

Najczęściej tracą potencjał tam, gdzie relacja zaczyna być traktowana jak proces do „obsłużenia”, a nie jak rozmowa do poprowadzenia. Widzę to u wielu ekspertów i przedsiębiorców: świetna wiedza, dobre intencje, ale komunikacja sprowadzona do automatycznych komunikatów, checklist i „zimnych” treści.

Relacja nie znika nagle – ona się po prostu rozmywa. Klient przestaje czuć, że ktoś naprawdę rozumie jego sytuację. A w branżach opartych na zaufaniu, jak nieruchomości, to moment krytyczny. Dlatego tak często w moich Notatkach strategicznych piszę o tym, że komunikacja to nie tylko informowanie, ale i interpretowanie rzeczywistości klienta – jak przewodnik, który nie tylko pokazuje mapę, ale tłumaczy, gdzie naprawdę jest i dokąd zmierza.

W nieruchomościach mówi się, że sprzedaż opiera się na relacjach. W erze AI to szczególnie istotne, bo relacje mogą stanowić przewagę konkurencyjną. Ale co to naprawdę znaczy w komunikacji online?

Bardzo często obserwuję zderzenie: z jednej strony wszyscy mówią o relacjach, z drugiej – komunikacja online coraz bardziej przypomina zestaw poprawnych, ale pustych komunikatów.

W nieruchomościach relacje rzeczywiście są fundamentem sprzedaży, a w erze AI stają się realną przewagą konkurencyjną. Tylko że relacja nie polega dziś na „byciu miłym w wiadomościach” ani na szybkim odpisywaniu gotowymi formułkami. Ona polega na byciu obecnym mentalnie – na tym, czy klient czuje, że ktoś po drugiej stronie naprawdę rozumie jego sytuację.

Relacja online zaczyna się dużo wcześniej niż pierwszy telefon czy spotkanie. Zaczyna się w treściach, które publikujemy, w języku, którego używamy, i w tym, jakie pytania zadajemy, a nie tylko jakie odpowiedzi serwujemy. Klient, zanim do nas napisze, często już „czyta nas” od tygodni: sprawdza, czy potrafimy nazwać jego obawy, czy mówimy o ryzykach, czy tylko o zaletach, czy komunikujemy doświadczenie, czy wyłącznie ofertę.

AI potrafi dziś wygenerować poprawne, estetyczne komunikaty. Ale tylko człowiek potrafi nadać im sens i kontekst wynikający z realnych doświadczeń. Dla klienta to ogromna różnica: czy czyta kolejny opis mieszkania, czy ma poczucie, że ktoś już przeszedł tę drogę z innymi – wie, w którym momencie pojawia się strach, wahanie, presja czasu czy chaos decyzyjny.

I to właśnie tam rodzi się relacja – nie w idealnych opisach, tylko w umiejętności nazwania tego, czego klient jeszcze nie umie ubrać w słowa.

Relacja rodzi się w umiejętności nazwania tego, czego klient jeszcze nie umie ubrać w słowa.

Warto więc zadać sobie pytanie, czy moja komunikacja online pokazuje tylko, co sprzedaję, czy też pokazuje, że rozumiem, przez co klient przechodzi, zanim podejmie decyzję?

Co więcej, komunikowanie się w oparciu o realne doświadczenia automatycznie buduje wyróżniki marki osobistej. Bo kiedy mówimy nie tylko, co robimy, ale z czego to wynika – z jakimi sytuacjami klientów pracowaliśmy, jakie decyzje były trudne, gdzie pojawiały się błędy i wnioski – przestajemy być „jednym z wielu ekspertów”.
To właśnie doświadczenie, a nie perfekcyjna komunikacja, sprawia, że marka osobista staje się rozpoznawalna i zapamiętywalna. W świecie, w którym narzędzia i treści można dziś łatwo skopiować, nie da się skopiować drogi, jaką ktoś przeszedł z klientami – i to jest jeden z najważniejszych kapitałów relacyjnych w erze AI.

Jakie powtarzalne błędy komunikacyjne najczęściej widzisz w social mediach i na stronach www?

Z moich obserwacji – zarówno w pracy z markami osobistymi, jak i podczas analiz komunikacji w social mediach czy na stronach www – wynika, że najczęstszym błędem jest mówienie z perspektywy firmy, a nie z perspektywy klienta, który jest w procesie decyzyjnym.

Firmy i eksperci bardzo często opowiadają o tym, kim są, co oferują i jak bardzo są profesjonalni, zamiast spróbować wejść w głowę klienta i odpowiedzieć na pytanie: na jakim etapie on dziś jest i czego tak naprawdę się boi albo nie jest jeszcze pewien?

Drugim powtarzalnym problemem jest nadmiar ogólników: „indywidualne podejście”, „kompleksowa obsługa”, „zaufany partner”. To są sformułowania, które brzmią poprawnie, ale w praktyce niczego nie różnicują. Co więcej, one niczym nie ryzykują, a przez to niczego nie budują. Każdy może je napisać, więc klient nie dowiaduje się z nich absolutnie nic o tym, jak naprawdę pracujemy.

Dobra komunikacja powinna odsłaniać sposób myślenia, a nie tylko ofertę. Pokazywać, jakie pytania zadajemy klientom, na co zwracamy uwagę w trudnych momentach, gdzie widzimy ryzyka, a gdzie realne szanse. To właśnie język zdradza, czy za marką stoi realne doświadczenie, czy tylko dobrze ułożona prezentacja.

Dobra komunikacja powinna odsłaniać sposób myślenia, a nie tylko ofertę.

Dlatego na szkoleniach tak mocno pracujemy nad językiem – bo to on jest pierwszym sygnałem dla klienta, czy ma do czynienia z kimś, kto zna branżę z teorii, czy z kimś, kto przeszedł tę drogę razem z innymi i potrafi ją nazwać.

Warto więc zadać sobie jedno proste, ale niewygodne pytanie: czy z mojej komunikacji wynika, jak myślę i podejmuję decyzje, czy tylko to, co chcę sprzedać?

fot. archiwum prywatne Joanny Ceplin

Czy klienci czują, że po drugiej stronie bywa algorytm? Jak nie stracić zaufania, korzystając z AI w komunikacji?

Tak – i to szybciej, niż wielu przedsiębiorcom się wydaje. Klienci nie zawsze wiedzą, że to AI, ale bardzo dobrze czują, że coś jest bezosobowe.

AI jest świetnym narzędziem do porządkowania, przyspieszania, skalowania. Ale zaufanie buduje się wtedy, gdy komunikat zawiera ludzki filtr: decyzję, interpretację, odpowiedzialność za słowa. Zawsze powtarzam, że AI może mówić jak, ale człowiek musi zdecydować dlaczego właśnie tak.

Czy widzisz ryzyko budowania relacji z klientami wyłącznie przez automaty i chatboty? Jak zachować prawdziwą empatię w zautomatyzowanym procesie?

Ogromne. Automaty są jak recepcja w hotelu – ułatwiają wejście, pomagają się zameldować, wskazują kierunek. Ale nie zastąpią rozmowy z kimś, kto naprawdę zna gościa, pamięta jego historię i rozumie, dlaczego ten pobyt jest dla niego ważny.

Największe ryzyko pojawia się w momentach kryzysowych i decyzyjnych: gdy klient zaczyna się wahać, gdy pojawia się lęk, presja czasu albo nietypowa sytuacja życiowa. W nieruchomościach to są bardzo częste momenty – decyzje zapadają pod wpływem emocji, a nie tylko danych. I właśnie wtedy automatyczna empatia przestaje działać.

Algorytm może być uprzejmy, poprawny i szybki, ale nie potrafi wziąć odpowiedzialności za rozmowę. Nie powie: „Zatrzymajmy się na chwilę, bo widzę, że to jest dla Pani trudne”. Nie nazwie wprost ryzyka ani nie pomoże klientowi uporządkować sprzecznych impulsów. A klienci w takich momentach nie szukają już informacji – szukają kogoś, kto pomoże im udźwignąć decyzję.

Klienci nie szukają już informacji – szukają kogoś, kto pomoże im udźwignąć decyzję.

Prawdziwa relacja zaczyna się dokładnie tam, gdzie ktoś bierze odpowiedzialność nie tylko za proces, ale za sens tej rozmowy. Za to, co zostanie nazwane, czego się nie przemilczy i w jaki sposób klient wyjdzie z tej rozmowy – spokojniejszy czy jeszcze bardziej zagubiony.

I to jest granica, której w automatyzacji nie warto przekraczać: moment, w którym decyzja klienta przestaje być „procedurą”, a zaczyna być ludzkim wyborem z realnymi konsekwencjami.

Gdzie kończy się automatyzacja, a zaczyna prawdziwa relacja z klientem? Jakiej granicy nie warto dziś przekraczać?

Granica przebiega w miejscu, w którym pojawiają się emocje, wątpliwości i konsekwencje decyzji. Automatyzujmy informacje, terminy, follow-upy. Ale rozmowy o ryzyku, oczekiwaniach, obawach – to zawsze powinien być człowiek.

Jeśli tę granicę przekroczymy, relacja zamieni się w obsługę, a obsługa rzadko buduje lojalność.

Jakie kompetencje miękkie będą kluczowe w najbliższych latach – zwłaszcza w świecie ułatwionego dostępu do wiedzy i danych?

Najważniejsza będzie umiejętność syntezy i interpretacji. Wiedza jest dziś powszechna. Rzadkie staje się to, kto potrafi połączyć fakty, kontekst rynkowy i realną sytuację klienta w spójną narrację decyzyjną.

Do tego dochodzi dojrzała empatia – nie emocjonalna, ale strategiczna. Taka, która pomaga klientowi zobaczyć konsekwencje wyborów, a nie tylko poczuć się lepiej tu i teraz.

Skoro klient coraz częściej przychodzi już wyedukowany przez internet i algorytmy, to jaka kompetencja może zastąpić dziś wiedzę jako główne źródło autorytetu pośrednika?

Z mojej perspektywy autorytet w erze AI coraz rzadziej buduje sama wiedza. Autorytet buduje dziś zdolność prowadzenia klienta przez niepewność. I to jest coś, co bardzo mocno widzę w pracy z ekspertami, ale też w rozmowach z przedstawicielami branż opartych na zaufaniu – takich jak nieruchomości.

Współczesny klient bardzo często przychodzi już wyedukowany. Przeczytał artykuły, obejrzał filmy, porównał oferty, sprawdził fora, grupy na Facebooku i opinie w Google. Teoretycznie „wie więcej”. A w praktyce bywa jeszcze bardziej zagubiony, bo ma za dużo sprzecznych informacji i nie potrafi ich ułożyć w sensowną całość.
I właśnie w tym miejscu pojawia się realna rola eksperta. Nie jako kogoś, kto dokłada kolejne dane, ale jako kogoś, kto potrafi powiedzieć: „Zatrzymajmy się. To jest naprawdę istotne. To jest drugorzędne, choć brzmi groźnie. A tu jest realne ryzyko, o którym rzadko się mówi”.

Dla klienta to ogromna ulga. Bo nagle ktoś nie tylko odpowiada na pytania, ale porządkuje chaos decyzyjny. Przejmuje na chwilę ciężar myślenia, pomaga oddzielić emocje od faktów, a presję od realnych zagrożeń. W nieruchomościach – gdzie decyzje dotyczą bezpieczeństwa, pieniędzy, rodziny i przyszłości – to ma szczególne znaczenie.

I co ważne: tej kompetencji nie da się skopiować algorytmem. AI może zebrać informacje, porównać dane, wygenerować analizy. Ale nie potrafi wziąć odpowiedzialności za to, jak klient je zrozumie i jaką decyzję na ich podstawie podejmie.

Autorytet eksperta rodzi się więc nie z tego, że wie więcej, ale z tego, że potrafi myśleć razem z klientem w momencie, gdy ten najbardziej się waha. To właśnie wtedy klient zapamiętuje, kto był dla niego realnym wsparciem – i do kogo wróci przy kolejnej decyzji.

Na koniec, co można zmienić od jutra w swojej komunikacji, żeby klienci czuli większe zaufanie?

Bardzo często powtarzam, że dziś warto zacząć mówić mniej poprawnie, a bardziej prawdziwie. Bo klienci nie szukają już idealnie wygładzonych komunikatów – one są wszędzie. Szukają ludzi, którym mogą zaufać w momencie niepewności.

W praktyce oznacza to zadanie sobie jednego, bardzo niewygodnego pytania: czy to, co publikuję, pokazuje mój sposób myślenia, czy tylko ofertę?

Pamiętam pracę z jednym z moich klientów z branży nieruchomości, który przyszedł do mentoringu z poczuciem, że „robi wszystko poprawnie”, a mimo to trudno mu się wyróżnić. Jego komunikacja była schludna, profesjonalna, bezpieczna – ale też kompletnie nieoddająca tego, jak naprawdę pracował z klientami. Dopiero kiedy zaczęliśmy mówić o realnych sytuacjach: o klientach, którzy bali się podjąć decyzję, o rozmowach, w których trzeba było powiedzieć „to nie jest dla Pana dobra oferta”, o momentach wahania tuż przed podpisaniem umowy – jego komunikacja zaczęła przyciągać właściwych ludzi.

Co ciekawe, to nie były historie spektakularnych sukcesów, tylko codzienne doświadczenia z pracy, nazwane wprost i bez upiększeń. Efekt? Klienci zaczęli mówić: „Miałem wrażenie, że czyta mi Pan w myślach” „Dlatego się odezwałem, bo dokładnie przez to przechodzę”. I to był moment, w którym relacja zaczynała się, jeszcze zanim padło pierwsze pytanie o ofertę.

Czasem naprawdę wystarczy jedno zdanie więcej wyjaśnienia, jedno uczciwe „dlaczego”, jedno doświadczenie z praktyki, żeby klient poczuł, że po drugiej stronie jest człowiek, który już był w podobnej sytuacji z innymi i potrafi ją unieść.

Zaufanie bardzo rzadko rodzi się z perfekcji. Znacznie częściej rodzi się z transparentności myślenia – z pokazywania, jak podejmujemy decyzje, gdzie widzimy ryzyka i dlaczego czasem odradzamy pewne rozwiązania. I to jest coś, co regularnie podkreślam zarówno w Notatkach strategicznych, jak i w pracy konsultacyjnej – relacja zaczyna się tam, gdzie klient widzi nie tylko ofertę, ale człowieka za nią.

Bardzo dziękuję za rozmowę.

fot. Lidia Skuza

Dominika Studniak

Dominika Studniak - Od 2010 r. związana z portalem Nieruchomosci-online.pl. Realizuje projekty związane z administrowaniem portalami internetowymi i ich optymalizacją, copywritingiem i content marketingiem. Redaktor naczelna bloga Nieruchomosci-online.pl. Redaktor prowadząca e-magazynu „ESTATE”.

Magazyn ESTATE

Skupiamy uwagę na nieruchomościach

Bezpłatny e-magazyn w 100% dla pośredników

Wiedza i inspiracje do wykorzystania od ręki dostarczane przez doświadczonych uczestników rynku nieruchomości z zakresu marketingu nieruchomości, sprzedaży i negocjacji, prawa i finansów oraz rozwoju osobistego.

Pobierz za darmo najnowszy numer

Dowiedz się więcej o magazynie ESTATE

Zobacz także

Zamknij