Nieruchomosci-online.pl - Tu zaczyna się dom tu zaczyna się dom

Nieruchomości pod kreską Andrzeja Rysuje

Zdjęcie z artykułu

Artykuł pochodzi z magazynu ESTATE

Czytaj cały numer!

            Pobierz numer 01/2026
Marcin Sójka

Za nami rok współpracy Nieruchomosci-online.pl z Andrzejem Milewskim – satyrykiem, który jednym rysunkiem potrafi spuentować aktualne wydarzenia, także te związane z rynkiem nieruchomości. To dobry moment, aby zajrzeć za kulisy i sprawdzić, jak satyra oddziałuje na tak poważny temat.

Komunikacja w branży nieruchomości nie jest łatwym zadaniem. Szczególnie w mediach społecznościowych. W miejscu, gdzie każdy komunikat rywalizuje o uwagę odbiorcy, konkurując z memami czy emocjonalnymi reelsami. Jak zatem skutecznie przykuć uwagę? Na przykład za pomocą rysunków Andrzeja Rysuje. Satyra jest skuteczna, ponieważ potrafi błyskawicznie wywołać emocje. Po roku współpracy utwierdziliśmy się w przekonaniu, że żart nie spłyca tematu. Wręcz przeciwnie – doskonale otwiera dyskusję, co pokazują liczne komentarze zamieszczane pod rysunkami.

Początki nie zawsze bywają trudne

Branża nieruchomości potrafi przytłoczyć trudnym żargonem. Wiemy coś o tym, ponieważ sami tworzymy obszerne raporty. Czuliśmy jednak, że potrzebujemy powiewu świeżości, spojrzenia z innej perspektywy. Wybór był oczywisty. Andrzej Milewski doskonale potrafi spuentować sytuację na rynku nieruchomości, co udowadniał w swoich rysunkach już niejednokrotnie.

Media społecznościowe nieustannie ewoluują. Jeszcze niedawno mówiło się, że na przyciągnięcie uwagi odbiorców mamy trzy, może cztery sekundy. Dziś uwaga ucieka szybciej niż kiedykolwiek. Realnie mamy ułamek sekundy, by kogoś zaciekawić. To kolejny powód, dla którego zdecydowaliśmy się na współpracę z rysownikiem. Jego charakterystyczna kreska w połączeniu z trafnym komentarzem błyskawicznie wyróżnia się spośród innych publikacji.

Jak w przypadku każdej współpracy, kluczowe było wzajemne zaufanie. Od początku zdawaliśmy sobie sprawę, że nie możemy narzucać własnej wizji rysunków. Gdybyśmy to zrobili, stracilibyśmy to, co u Andrzeja najcenniejsze: jego trafne spostrzeżenia.

Nie obyło się bez obaw. Kreska Andrzeja bywa ostra, a jego komentarze trafiają w czuły punkt. Dziś, patrząc na efekty naszej współpracy, możemy powiedzieć, że (chyba) udaje nam się zachować odpowiedni balans.

 

Jak to wygląda w praktyce? Czas odsłonić kulisy i oddać głos temu, który może zdradzić najwięcej ciekawych szczegółów.

***

Jak z Twojej perspektywy wygląda nasza współpraca? Widzisz jakieś szczególne różnice w porównaniu do Twoich innych zleceń?

Współpraca układa się bardzo dobrze. Bardzo lubię relacje, w których ja jako rysownik mam dużą przestrzeń wolności twórczej. Wiadomo, pracuję na briefie, wiem, o jakiej marce mówię i jaki ma być komunikat, ale cenię sobie, gdy te ramy są zamknięte i proste. W przeszłości zdarzały mi się sytuacje, w których klient sam wymyślał rysunek albo kompletnie nie brał pod uwagę moich sugestii, co kończyło się tym, że ostateczny efekt po prostu „nie siadał”. Miałem kiedyś klienta, któremu wysłałem trzy rysunki do wyboru z jednoznacznym wskazaniem na ten, który moim zdaniem był bardzo dobry. Klient uparł się na drugi rysunek, który w zasadzie sam wymyślił. Odradzałem mu to, uważając, że to nie siądzie, ale się uparł. Opublikowaliśmy to i – oczywiście – nie siadło. Z kolei ten odrzucony rysunek wrzuciłem później jako swój własny, niezwiązany z marką, po prostu jako śmieszny obrazek. Do tej pory jest on wśród moich tzw. evergreenów, najbardziej lajkowanych rysunków. Tutaj mam dużo swobody i to przynosi świetne rezultaty.

Czy często zabijamy w Tobie kreatywność? Nie ukrywam, że najbardziej ciekawi mnie, co dzieje się w Twojej głowie, gdy w odpowiedzi na szkic piszemy: „fajne, ale…”.

Jestem przyzwyczajony do współpracy z markami i rozumiem, że klient ma swoje oczekiwania czy ograniczenia. Akceptuję to, że pewnych rzeczy marka po prostu nie może opublikować. Mimo wszystko uważam, że i tak zostawiacie mi sporo przestrzeni. Akceptujecie pomysły, które bywają odważniejsze lub nietypowe, i to jest bardzo dobrym elementem naszej współpracy.

Czy nieruchomości są trudniejszym tematem do satyry niż np. polityka?

Zaczynałem od polityki i to z niej jestem najbardziej znany. Nieruchomości jednak mocno przeplatają się z polityką – wystarczy spojrzeć na to, co działo się przy okazji programu Bezpieczny Kredyt 2%. Każdy temat budzący emocje to super materiał do rysowania. W Polsce nieruchomości wzbudzają olbrzymie emocje, bo to produkt pierwszej potrzeby. Każdy musi gdzieś mieszkać, a w ostatnich latach ceny mieszkań i domów wzrosły w bezprecedensowy sposób. Sam widzę po sobie – za ile kupiłem pierwsze mieszkanie, za ile sprzedałem, jak braliśmy kredyt i jak to wszystko się zmieniało. To daje ogromne pole do szukania żartów i rozładowywania napiętej atmosfery, bo wokół tego tematu wszystko jest bardzo napięte.

Nie za każdym razem propozycja wychodzi bezpośrednio od Ciebie. Czasem przychodzimy z ogólnym tematem – weźmy za przykład nasz rysunek o stopach procentowych. Skąd czerpiesz pomysły na finalny rysunek?

Gdy dostaję ogólny temat, zawsze staram się go odnieść do jednostkowej perspektywy. Wchodzę w czyjeś buty, by wyobrazić sobie, co on czuje i czego by chciał. Sam jestem kredytobiorcą, brałem kredyt przy wysokich stopach, więc ten temat żywotnie mnie interesuje i mam ułatwione zadanie. Pracuję na własnych emocjach i pragnieniu, by te stopy były jak najniższe, a rata kredytu jak najmniej ciążyła.

Co robisz, gdy masz pustkę w głowie i nic nie klei się w puentę? Może jakieś sprawdzone sposoby na odblokowanie kreatywności?

Zbliżający się termin to czynnik zawsze odblokowujący kreatywność. Deadline dodaje adrenaliny i wtedy dobrze się wymyśla. Najlepiej jednak do takich momentów nie dopuszczać i już wcześniej mieć z tyłu głowy jakiś temat. Gdy w międzyczasie trafię na ciekawy artykuł, to go sobie czytam. Kiedy rysuję dla was, jestem po prostu bardziej wyczulony na tematy związane z nieruchomościami pojawiające się w prasie czy internecie. Zawsze jest to dla mnie potencjalny materiał na rysunek.

Jesteś bacznym obserwatorem. Czy uważasz, że są rzeczy, które branża robi odruchowo, a następnie dziwi się, że internet bezlitośnie reaguje? Masz czasem wrażenie, że sami wystawiamy piłkę do pustej bramki?

Tak, absolutnie, są takie sytuacje. Do głowy przychodzi mi na przykład deweloper, który zaproponował do mieszkania w ramach promocji gratis dwa leżaki o równowartości pewnie ze 150 złotych. Innym doskonałym i wdzięcznym tematem są metry kwadratowe. Rzeczywistość rynkowa próbuje nas upakować na kilkunastu metrach kwadratowych. To wymusza sytuacje, w których jeden pokój służy jako sypialnia, jadalnia i biuro w jednym. Z braku miejsca głównym elementem salonu staje się rozstawiona suszarka na pranie. To wszystko, te próby zmniejszania metraży, dają nieskończone pole do rysowania i wytykania absurdów.

Internet zapewnia nam większą anonimowość. Zza klawiatury zdecydowanie prościej nam skomentować dany temat. Sam pewnie nieraz przekonałeś się o tym, komentując chociażby kwestie polityczne?

Tak, zjawisko nakręcania afer i oburzenia jest potężne. Ludzie w internecie potrafią oburzyć się wszystkim i niczym, a te burze nieraz trwają zaledwie godzinę czy pół dnia. Co gorsza, wiele takich dyskusji jest generowanych sztucznie. Szczególnie na X większość złośliwych komentarzy pochodzi od botów, których celem jest wywołanie emocjonalnej reakcji i zwiększenie zasięgów. Przez to prawdziwe afery często giną w zalewie tych sztucznych.

Odwróćmy teraz stronę. Gdzie Twoim zdaniem jest granica między satyrą a powielaniem utartych schematów?

Granica to sprawa bardzo indywidualna. Zależy od osobistego poczucia humoru odbiorcy i jego przekonań.

Dla mnie jako marketingowca to komentarze pod Twoimi rysunkami są kopalnią życiowych insightów i przejawem prawdziwych emocji. Takich, które towarzyszą przeciętnemu Kowalskiemu. Zdarza Ci się czasem przeglądać wpisy internautów?

Kiedyś czytałem bardzo dużo, wręcz wdawałem się w dyskusje z komentującymi. Teraz już tego nie robię, trochę z tego wyrosłem i zrozumiałem, że to pochłania zbyt wiele czasu i emocji. Obecnie czytam może z kilka procent komentarzy. Czasem wchodzę bezpośrednio na wasz profil, żeby zobaczyć reakcje, ale ogólnie mocno unikam zagłębiania się w internetowy hejt. Wolę ten czas i emocje przeznaczyć na wymyślanie kolejnych rzeczy.

Za nami kilkanaście publikacji. W ramach całej współpracy udało nam się organicznie dotrzeć do kilku milionów odbiorców. Jak oceniasz współpracę? Czy jest to dla Ciebie zaskoczeniem?

Spodziewałem się, że ta współpraca ułoży się dobrze, ale zdecydowanie jestem pozytywnie zaskoczony jej wynikami. Nie przypuszczałem, że aż tak duży odsetek moich rysunków tak świetnie rozejdzie się po internecie i wygeneruje aż tak duże zasięgi.

Czy masz jakieś ulubione rysunki?

Tak, zdecydowanie ten z „patologią” i Wilkiem rozmawiającym z Kapturkiem. Podoba mi się też rysunek z ciocią i bratankiem dziedziczącym mieszkanie. Także ten przedstawiający blok, w którym ludzie mieszczą się w małym sześcianie windy. Jeśli chodzi o niespodzianki, to w zasadzie każdy nasz rysunek robi świetne, równe wyniki, choć wydawało mi się, że ten dotyczący remontów poniesie się jeszcze mocniej – bo to temat budzący potężne emocje u każdego.

Dziękuję za rozmowę.

***

Ponad rok współpracy z Andrzejem Rysuje pokazał nam, że komunikacja w branży nieruchomości nie zawsze musi być nad wyraz poważna. Edukacja jest bardzo potrzebną gałęzią działań. Jednocześnie nadal jest miejsce na nieco luźniejsze treści.

Użytkownicy chcą oglądać to, co wywołuje emocje. To szansa, żeby przyciągnąć uwagę, a następnie (w połączeniu z bardziej merytorycznymi treściami) realnie ją utrzymać. Takie działanie może pomóc w budowie świadomości marki, także tej osobistej.

Co agenci nieruchomości mogą wyciągnąć z naszych działań? Przede wszystkim to, że warto czasem wpuścić do komunikacji powiem świeżości. Nie zawsze musi być to autoironia. Czasem wystarczy pokazać swoją pracę „od kuchni”. Takie działania nie odbierają nam profesjonalizmu. Wręcz przeciwnie, zdejmują z nas zbroję i nadają ludzką twarz. Przecież na tym trudnym rynku ludzie wciąż rozmawiają z ludźmi.

Marcin Sójka

Marcin Sójka - Specjalista ds. marketingu w Nieruchomosci-online.pl

Magazyn ESTATE

Skupiamy uwagę na nieruchomościach

Bezpłatny e-magazyn w 100% dla pośredników

Wiedza i inspiracje do wykorzystania od ręki dostarczane przez doświadczonych uczestników rynku nieruchomości z zakresu marketingu nieruchomości, sprzedaży i negocjacji, prawa i finansów oraz rozwoju osobistego.

Pobierz za darmo najnowszy numer

Dowiedz się więcej o magazynie ESTATE

Zobacz także

Zamknij