Nieruchomosci-online.pl - Tu zaczyna się dom tu zaczyna się dom

  • Blog
  • Kupno
  • Gdzie mieszkamy, gdy kogoś kochamy. O tym, jak miłość motywuje do przeprowadzki

Gdzie mieszkamy, gdy kogoś kochamy. O tym, jak miłość motywuje do przeprowadzki

Zdjęcie z artykułu

Dominika Studniak

Luty zwykle kojarzy nam się z czerwienią witryn sklepowych, serduszkami i pospiesznym kupowaniem kwiatów czy słodyczy. Ale najprawdziwsze dowody miłości rzadko mieszczą się w pudełku czekoladek. Częściej pakuje się je w kartonowe pudła, okleja taśmą i przewozi furgonetką na drugi koniec miasta, a czasem i świata.

Kiedy patrzymy na ogłoszenia nieruchomości, widzimy liczby: metraż, cenę za metr, odległość do przystanku autobusowego czy szkoły. Ale pod tymi danymi toczy się prawdziwe życie. Za każdą decyzją o sprzedaży czy zakupie stoi człowiek, który kocha, tęskni, albo po prostu chce chronić to, co dla niego najdroższe. Walentynki to tylko pretekst, by przyjrzeć się tym historiom, którymi się z nami dzielicie, nieco uważniej. Bo to właśnie relacje z ludźmi są największym silnikiem napędowym rynku nieruchomości, a większość decyzji o zmianie adresu ma swoje źródło nie w Excelu, a w sercu.

Dwa światy (nie) zawsze pod jednym dachem

Zaczyna się niewinnie. Druga szczoteczka do zębów w łazience, potem kilka ubrań w szufladzie, aż w końcu zapadają te decyzje, jak z Waszych opowieści: „Żeby razem zamieszkać”, „By mieć spokój, nie dojeżdżać do pracy, po prostu mieszkać razem”, „Żeby z Kimś zamieszkać”. To moment, w którym romantyczne wizje zderzają się z prozą życia i pytaniem – u mnie czy u ciebie? Klasyczny scenariusz, ale tak kojący, kiedy nie musisz pakować się co weekend i liczyć godzin spędzonych w aucie i rozmów prowadzonych przez głośnik telefonu.

„Przeprowadzka po ślubie do mieszkania męża” brzmi jak zwykłe domknięcie formalności, ale pod spodem kryje się cały proces adaptacji. Rezygnacja ze „swojego” na rzecz „naszego”. Czasem ta droga prowadzi przez odcięcie pępowiny – tak jak u dziewczyny, która zdecydowała się  odłączyć się od rodziców i zamieszkać z chłopakiem. To ten pierwszy, dorosły metraż, gdzie wolność smakuje najlepiej, nawet jeśli lodówka świeci pustkami. Nowy adres może być też symbolem drugiego życia – gdy  po rozwodzie wchodzimy w kolejny związek i decydujemy się na wspólny dom, by zostawić przeszłość za drzwiami i zacząć wszystko od nowa.

Bywa jednak i tak, że miłość potrzebuje... odrobiny dystansu. „Kocham żonę, ale czasami wolałbym ją kochać na odległość”. To wyznanie, choć  może wywołać uśmiech, dotyka ważnej prawdy. Szukamy większych mieszkań nie tylko po to, by być bliżej, ale też by móc od siebie odpocząć, by każdy miał swój kąt do pracy czy myślenia. Miłość w kawalerce jest piękna w filmach, w rzeczywistości czasem potrzebuje dodatkowych dziesięciu metrów kwadratowych, żeby przetrwać.

Miłość, która wraca do korzeni

Są też przeprowadzki, które są powrotami do korzeni, wymuszonymi przez lata tęsknoty. Historia pary, która po długich latach zdecydowała się na powrót do Polski, brzmi jak scenariusz filmowy: Wracamy do Polski po 20 latach spędzonych w Galway, Edynburgu i Londynie. Razem z moją żoną, która jest Francuzką, szukamy tu bezpieczeństwa i stabilizacji. Po prostu straciliśmy serce do Wielkiej Brytanii – teraz liczymy na nowe, lepsze życie tutaj”.

Inna kobieta opowiada o powrocie do kraju po 34 latach. „Wreszcie mój mąż, Niemiec, się na to zgodził. Szczecin to rodzinne miasto moje i mojej dwójki dzieci”. Przychodzi czas, kiedy kompas zawsze zaczyna wskazywać stronę, gdzie jest nasz dom. To nie decyzja o nieruchomości, ale taka o odzyskaniu własnej tożsamości. W tych krótkich opowieściach kryją się lata rozmów, kompromisów i wreszcie ta wspólna decyzja: „dobrze, spróbujmy tam, gdzie bije twoje serce”.

Dom to ktoś, nie coś

Często myślimy o miłości w kontekście par, ale rynek nieruchomości napędza przede wszystkim miłość rodzicielska i ta do wnuków. To ona sprawia, że ludzie pakują życie w kartony i zmieniają ulicę w tym samym mieście lub ruszają w nieznane. „Powiększała nam się rodzina, potrzebowaliśmy większego mieszkania”, „Bo chciałam być bliżej wnuków”, „Bo miały się urodzić wnuki, bliźniaki, i chcielibyśmy być bliżej”. Inna para szuka mieszkania w innym mieście, bo tam jest ich córka. Patrzą w przyszłość z pokorą: „Jesteśmy w takim wieku, że za parę lat będziemy potrzebowali jej pomocy”. To pragmatyzm podszyty ogromnym zaufaniem.

Z drugiej strony mamy rodziców, którzy patrzą w przyszłość swoich dzieci. Szukam dla córki żeby miała dobry start w dorosłe życie, Mam zasoby gotówki, dorastającą córkę, myślę o przyszłości – pisze ktoś, kto kupuje nieruchomość nie dla siebie, ale jako polisę na dobry start w dorosłe życie dla swojej pociechy. To miłość, która materializuje się w postaci aktu notarialnego przekazanego w odpowiednim momencie.

Najtrudniejsze „kocham”

Nie każda przeprowadzka motywowana miłością jest radosna. Czasem miłość oznacza konieczność ewakuacji, by ratować siebie lub tych, których chronimy. To historie o ucieczce przed niebezpieczeństwem albo toksyczną relacją. To historie o kobietach, które po latach patrzenia na przemoc w domu rodzinnym, obiecują sobie: „ja będę miała swoje własne mieszkanie” i konsekwentnie do tego dążą, by zapewnić bezpieczeństwo, którego same nie miały. Czasem wyrazem miłości nie jest budowanie, a porzucenie murów, które kojarzą się z bólem, by w nowym, mniejszym miejscu zacząć od nowa, z czystą kartą. Tu nowe mieszkanie jest symbolem odzyskiwania wolności i życia bez strachu.

Kiedy przeglądamy ogłoszenia nieruchomości, widzimy zdjęcia pustych salonów i opis ekspozycji okien na południowy zachód. Ale między wierszami kryją się właśnie takie historie. Prawdziwe emocje dzieją się dużo wcześniej i dużo później. W momentach, gdy ktoś wpisuje w wyszukiwarkę nazwę miasta, którego nigdy nie brał pod uwagę. Gdy ogląda mieszkanie, które „nie było w planach”. Gdy oddaje klucze do miejsca, które miało być na zawsze.

Walentynki miną, serduszka znikną z witryn, ale te motywacje zostaną. Bo dom to miejsce, w którym chcemy kogoś kochać, czasem kogoś opłakiwać, a najczęściej – po prostu z kimś być. Liczy się to, że ktoś po drugiej stronie drzwi czeka z herbatą. Albo przynajmniej obiecał, że niedługo tam będzie.

Może Ty też jesteś właśnie w trakcie takiej zmiany?

 

Dominika Studniak

Dominika Studniak - Od 2010 r. związana z portalem Nieruchomosci-online.pl. Realizuje projekty związane z administrowaniem portalami internetowymi i ich optymalizacją, copywritingiem i content marketingiem. Redaktor naczelna bloga Nieruchomosci-online.pl. Redaktor prowadząca e-magazynu „ESTATE”.

Zobacz także

Zamknij